„Nie wiem już, kim jestem”. Jak rozpoznać, że za chęcią zmiany pracy może stać wypalenie zawodowe?

Podziel się swoją opinią

Kiedy słyszę: „Chcę zmienić pracę”, coraz częściej zastanawiam się, czy tak naprawdę to nie jest ciche wołanie: „Już nie mam siły żyć w taki sposób”… Ale zacznijmy od początku.


Z tego artykułu dowiesz się:

  1. Czym naprawdę jest wypalenie zawodowe i jak rozwija się krok po kroku?
  2. Dlaczego chęć zmiany pracy nie zawsze oznacza potrzebę zmiany zawodu?
  3. Jakie sygnały mogą świadczyć o kryzysie i utracie kontaktu z własnymi potrzebami?
  4. Dlaczego osoby najbardziej zaangażowane są szczególnie narażone na wypalenie?
  5. Jak jako doradca zawodowy rozpoznać moment, w którym klient potrzebuje innego rodzaju wsparcia?

„Chcę zmienić pracę”… A może po prostu od bardzo dawna próbuję ocalić siebie?

Nie pamiętam dnia, w którym się wypaliłam. Dlaczego? Bo jednego takiego dnia absolutnie nie było. Wypalenie przychodzi do nas krok po kroku i powoli wpełza do naszego życia. Pamiętam za to setki momentów, które wtedy wydawały mi się zupełnie zwyczajne i całkiem normalne. Kolejny wieczór spędzony nad materiałami dla uczennic i uczniów, wycinanie, laminowanie i tworzenie scenariuszy zajęć. Kolejną sobotę, która miała być odpoczynkiem i czystym relaksem, a kończyła się pracą. I to taką, która niby “musiała być zrobiona natychmiast”. Kolejne „jeszcze tylko to zrobię”, “beze mnie sobie nie poradzą”, które z czasem stało się moim sposobem funkcjonowania i taką swoistą, jak się później okazało destrukcyjną filozofią życia. 

Z perspektywy czasu myślę, że moje ciało naprawdę długo próbowało się ze mną dogadać i oczywiście chciało dla mnie jak najlepiej. Najpierw szeptało, podpowiadało, żebym zeszła z pionu do poziomu i przestała je tak nadwyrężać, bo się zajadę. No ale wiadomo jak jest. Pewnie też skądś to znasz… Ja wiedziałam lepiej i udawałam, że go nie słyszę, przecież miałam tyle ważnych rzeczy do zrobienia. Potem zaczęło mówić coraz głośniej, aż w końcu zaczęło krzyczeć bólem pleców, bezsennością, rwą kulszową i guzkami śpiewaczymi. Ja natomiast konsekwentnie zachowywałam się jak osoba, która wyłącza alarm przeciwpożarowy, bo akurat bardzo przeszkadza jej w pracy, która absolutnie nie może zostać wykonana później czy na “tylko” 95%.

Dzisiaj, kiedy spotykam osoby stojące na zawodowym rozdrożu, coraz częściej widzę, że pytanie „Jaki zawód wybrać?” bywa pytaniem zastępczym, pod którym często kryje się to znacznie trudniejsze: „Czy ja jeszcze potrafię być sobą?” i “Kim będę, jak zmienię swoją pracę albo zaczną inną drogę?”. Doskonale znam to pytanie, bo sama zadawałam je sobie przez wiele miesięcy.

Marta Młyńska zdjęcie

Gdy nie potrafimy się zatrzymać…

Pamiętam, jaka to była dla mnie tragedia, jak odchodziłam z pracy w szkole. Byłam bardzo mocno zrośnięta z tą pracą, stanowiła potężny filar mojej tożsamości. To był jeden z największych kryzysów psychicznych i tożsamościowych w moim życiu. Jedna wielka dezorganizacja i dekonstrukcja, ale, patrząc z perspektywy czasu, jeden wielki proces dezintegracji pozytywnej w rozumieniu teorii prof. Kazimierza Dąbrowskiego.

Musiałam sklejać siebie i swoje życie na nowo, zadając sobie pytania: kim jestem, czego chcę, co mi służy. Odejście ze szkoły przyniosło mi jednocześnie ogromny ból i ogromną ulgę, jakby ktoś zdjął ze mnie kajdany, jakbym wyszła z klatki. Największym ciężarem okazało się poczucie żałoby po dawnym życiu i przekonanie, że jako wychowawczyni porzuciłam swoje uczennice i uczniów, swoją klasę. To było dla mnie trudniejsze niż jakiekolwiek lęki finansowe czy obawy o dalsze kroki zawodowe. 

Często zapominamy, że to, iż coś nas pasjonuje, wcale nie chroni przed wypaleniem. Wręcz przeciwnie, czasami właśnie pasja sprawia, że znacznie dłużej ignorujemy własne granice i sygnały wysyłane przez ciało oraz psychikę. Badania pokazują, że osoby najbardziej zaangażowane, kochające swoją pracę, perfekcjonistyczne i nieumiejące zaznaczać swoich granic, są bardziej narażone na wypalenie zawodowe.

U mnie wszystko zaczęło się od tego, że swoją pracę kochałam trochę za mocno. Była potężnym filarem mojego życia, czasem wręcz najważniejszym. Nie potrafiłam się zatrzymać, rezygnować, odpoczywać i regenerować. Dziś widzę tam elementy pracoholizmu i bardzo silnego utożsamienia się z rolą zawodową. Emocjonalne zaangażowanie było ogromne, no i ta potrzeba bycia ciągle dla innych, kosztem siebie.

Przerosło mnie długotrwałe funkcjonowanie ponad własne zasoby oraz ignorowanie sygnałów ciała i psychiki: chroniczne zmęczenie, bóle głowy, problemy ze snem, rwa kulszowa, guzki śpiewacze. W pewnym momencie nawet bycie „wspaniałą nauczycielką”, wszystkie wyróżnienia i osiągnięcia przestały mnie cieszyć i przynosić satysfakcję. To, co wcześniej karmiło, zaczęło napawać lękiem, stresem i poczuciem beznadziei.

Opowieść o pracy często opowiada o czymś znacznie głębszym

Dzisiaj patrzę na tamten czas zupełnie inaczej. Widzę pasjonatkę, odważną kobietę, która postanowiłą odejść z pracy, ale przede wszystkim kobietę, która od bardzo dawna żyła ponad własne zasoby, przekraczała i nadwyrężać siebie. I właśnie dlatego coraz częściej myślę o pracy doradczyń i doradców zawodowych.

Tak sobie myślę, że jednym z największych wyzwań w pracy doradczyni czy doradcy zawodowego jest usłyszenie nie tylko tego, co klient lub klientka mówi, ale również tego, co kryje się między tymi słowami. Przecież osoba siedząca naprzeciwko opowiada o pracy, potrzebie zmiany zawodu czy braku motywacji, choć bardzo często są to jedynie słowa, pod którymi kryje się coś znacznie głębszego i zdecydowanie trudniejszego do uniesienia. Za decyzją o odejściu z pracy może stać przecież wielomiesięczne przeciążenie, utrata poczucia sprawczości, kryzys tożsamości albo wyczerpanie, które od dawna domaga się zauważenia. 

To trochę tak, jakbyśmy patrzyli tylko na czubek góry lodowej. Widzimy niechęć do pracy, frustrację, stres, ogromny lęk, brak motywacji, a pod spodem kryje się niska samoocena, poczucie samotności, bycia niewystarczająco dobra czy sprawczą. Pamiętam, gdy sama byłam wypalona, przed dłuższy czas nikt nie miał pojęcia, co się ze mną właściwie dzieje. Na zewnątrz uśmiech, sukcesy, kolejne projekty i dobra energia. W środku coraz większa pustka, samotność, przeciążenie i pytanie, którego nikt nie słyszy: “ile jeszcze dam radę?”, “jak długo to wytrzymam”. 

Czasem osoba, która mówi, że od dawna chce zmienić pracę, tak naprawdę od bardzo dawna funkcjonuje ponad własne zasoby i nie ma już po prostu siły. A ktoś, kto nie ma pomysłu, co chce dalej robić, może stracił kontakt z własnymi potrzebami, wartościami i zasobami. Nie zawsze musi chodzić “tylko” o zwykłą niemożność zdecydowania się czy brak pomysłu na dalszą ścieżkę zawodową. Dlatego zwiększona czujność, otwartość i empatia mogą nam bardzo pomóc w pracy pomocowej. Nigdy tak naprawdę nie wiemy, czego doświadcza dana osoba i z czym się mierzy. A może mierzyć się właśnie w wypaleniem…

Marta Młyńska zdjęcie z książką wypalona

Wypalenie zawodowe bardzo rzadko zaczyna się od zwyczajnej niechęci do pracy

Zanim zorientujemy się, że jesteśmy wypaleni, bardzo często przez wiele miesięcy próbujemy sobie tłumaczyć, że „to tylko gorszy okres” i że “samo minie”. Tymczasem wypalenie zawodowe nie jest zwykłą fanaberią, gorszym dniem czy kaszelkiem, który po 2-3 dniach minie. Wprawdzie, jak opisuje WHO (Światowa Organizacja Zdrowia) to syndrom wynikający z przewlekłego stresu w pracy, który objawia się wyczerpaniem emocjonalnym, depersonalizacją i obniżonym poczuciem osobistych osiągnięć, a nie jednostka chorobowa, ale bardzo szybko może ewoluować i przerodzić się albo przeplatać z depresją. Objawy fizyczne takie jak wyczerpanie, ciągłe poczucie braku sił, problemy ze snem, różnego rodzaju problemy jelitowo- żołądkowe, bóle kręgosłupa, karku mogą nam odebrać radość życia i chęć do działania. A kiedy dorzucimy do tego problemy z koncentracją, zaburzenia poznawcze, lęki antycypacyjne, cynizm, sarkazm, drażliwość, irytację i bardzo niskie poczucie sprawczości, otrzymujemy mieszankę, z którą naprawdę trudno wygrać samą dobrą kawą i długim weekendem. Z tym wszystkim wiążą się oczywiście stres chroniczny i poczucie wiecznego przeciążenia i uwierz mi, takie życie nie ma nic wspólnego z poczuciem sensu, satysfakcji i spełnienia. Może więc warto na osoby, którym towarzysz w rozwoju, zerknąć w trochę inny sposób, z nieco innej perspektywy. Bo mogą doświadczać bardzo trudnego momentu i zmierzyć się z jednym z największych kryzysów  w swoim życiu. 

Najbardziej narażeni na wypalenie zawodowe bywają właśnie ci, którzy swoją pracę naprawdę kochają

Najszybciej wypalają się ci, którzy za mocno się angażują, za mocno kochają swoją pracę i nie potrafią funkcjonować bez niej. To również jeden z aspektów, którym poświęcam sporo miejsca w swojej książce „Wypalona. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym i całkiem nie zgasnąć” wyd. przez Wydawnictwo Publicat. Podkreślam w niej, że szczególnie narażone są zawody pomocowe: edukacja, opieka, medycyna, psychologia, pomoc społeczna. Tam, gdzie pracuje się relacją, emocjami, empatią i odpowiedzialnością za drugiego człowieka, koszt psychiczny bywa ogromny. Wypalenie bardzo często dotyka tych, którzy długo nie słyszą własnego zmęczenia, a nie tych, którym się „nie chce”, bo nauczyli się słyszeć wszystkich innych, a nie siebie.

 Cierpią na nie ludzie, którzy przez bardzo długi czas słyszeli potrzeby wszystkich wokół, coraz rzadziej słysząc własne, nadwyrężając siebie i dając się przekraczać innym. Może to właśnie osoby, którym od kilku miesięcy starasz się pomóc?  

Co może pomóc? Ale tak na serio

No cóż, choćbyśmy byli najbardziej empatyczną, uważną i zaangażowaną doradczynią czy doradcą zawodowym, nie uleczymy i nie zmienimy drugiego człowieka podczas jednej czy nawet kilku rozmów (o ile to w ogóle możliwe!). Czasami najpiękniejszą rzeczą, jaką możemy dla niego zrobić, jest zatrzymanie się i wspólne uznanie, że ta osoba jest po prostu skrajnie wyczerpana i potrzebuje specjalistycznej pomocy. To może być też odłożenie swoich planów zawodowych na później, rezygnacja z czegoś, przełożenie jakichś planów zawodowych. 

Ja nie poradziłabym sobie bez wsparcia bliskich i psychoterapii. Przeżywałam bardzo głęboki kryzys i przez długi czas nie mogłam zrozumieć, jak mnie — tej nauczycielce, która zawsze chciała być oparciem dla innych — mogło się coś takiego przytrafić. Dręczyły mnie okropne myśli, że jestem beznadziejna, słaba, jakaś wybrakowana. Nie życzę nikomu, by znalazł się w takim ciemnym miejscu.

Dzisiaj, kiedy patrzę na tamten czas z dużo większą czułością i z perspektywy psycholożki, widzę kilka rzeczy, które bardzo chciałabym powiedzieć każdej osobie stojącej w podobnym miejscu. Pamiętaj proszę, że to wypalenie samo nie minie. To jest potężny kryzys, a nie fanaberia ani oznaka słabości. I że ewidentnie to czas, aby się zatrzymać i coś zmienić. Jak mawia wspaniały psychoterapeuta Wojciech Eichelberger — albo ekspresja, albo depresja.

Cudna Osobo, na koniec chcę Ci powiedzieć, że przez lata próbowałam być dla wszystkich wsparciem i opoką, a dla siebie byłam najostrzejszą krytyczką. Dlatego pamiętaj proszę, że czas najwyższy zacząć traktować siebie jak swoją sojuszniczkę, sprzymierzeńczynię, a nie jak wroga, którego trzeba nieustannie cisnąć, z którym trzeba toczyć bitwy i walczyć. Bądź dla siebie dobra i dobry. W końcu siebie masz tylko jedną. Tylko jednego. 

I właśnie tego chciałabym życzyć każdej osobie, która dziś czyta ten tekst. 


Zdjęcie autorki powyższego artykułu o wypaleniu zawodowym

Autorka: Marta Młyńska

Psycholożka, coachka, autorka książki „Wypalona. Jak poradzić sobie z wypaleniem zawodowym i całkiem nie zgasnąć”, edukatorka, trenerka, autorka kursów, warsztatów i szkoleń.

Odwiedź na Instagramie
Odwiedź na Facebook’u

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *