Jaka jest Twoja supermoc? Jak odkrywać potencjał, budować sprawczość i odważnie zmieniać życie. Wywiad z Agą Kruk.

Podziel się swoją opinią

Każdy człowiek ma określone predyspozycje, sposób działania i obszary, w których może wykorzystywać swój potencjał. Problem w tym, że nie zawsze potrafimy je zauważyć. Często znacznie łatwiej przychodzi nam wskazanie tego, czego nie umiemy, niż nazwanie własnych mocnych stron. Tymczasem właśnie świadomość swoich zasobów może być ważnym punktem wyjścia do podejmowania bardziej trafnych decyzji zawodowych i życiowych.

W pracy doradcy zawodowego odkrywanie potencjału klienta nie powinno ograniczać się wyłącznie do analizy wykształcenia, doświadczenia czy listy kompetencji. Równie ważne jest przyjrzenie się temu, jak człowiek funkcjonuje w konkretnych sytuacjach, co przychodzi mu naturalnie, w czym inni szukają jego wsparcia i jakie środowisko pozwala mu najlepiej wykorzystywać własne zasoby.

O tym, czym właściwie jest „SuperMoc”, dlaczego tak trudno dostrzec własne mocne strony i jak doradca zawodowy może pomóc klientowi je odkryć, rozmawiamy z Agą Kruk – psycholożką i psychotraumatolożką, autorką książki „Jaka jest twoja supermoc?”.

Czym właściwie jest „supermoc” człowieka? Jak ją definiujesz? 

Kiedy mówię o „SuperMocy”, nie mam na myśli wyjątkowego talentu ani czegoś, co posiadają tylko nieliczni. Dla mnie SuperMoc to połączenie naszych naturalnych predyspozycji, kompetencji miękkich i samoświadomości, czyli tego, co sprawia, że potrafimy dobrze funkcjonować w relacji ze sobą i z innymi. Co ważne, SuperMoc nie oznacza bycia najlepszym. Bardziej interesuje mnie pytanie: „Co jest we mnie takiego, co mogę świadomie wykorzystywać, żeby lepiej żyć, budować dobre relacje i mieć pozytywny wpływ na innych?”.

Dlaczego tak wielu ludzi ma problem z odpowiedzią na pytanie: „W czym jestem naprawdę dobry?”

Myślę, że jednym z powodów jest to, że od najmłodszych lat jesteśmy znacznie częściej uczeni zauważania swoich braków niż swoich mocnych stron. W szkole bardzo szybko dowiadujemy się, czego nie umiemy. Dostajemy ocenę, widzimy czerwone poprawki, porównujemy wynik z innymi. Jeśli dziecko świetnie komunikuje się z ludźmi, potrafi łagodzić konflikty, organizować grupę albo ma niezwykłą ciekawość świata, rzadko zobaczy te kompetencje na świadectwie. Zobaczy za to trójkę z matematyki. I może właśnie na tej trójce przez lata budować przekonanie o sobie. Drugi problem polega na tym, że to, w czym jesteśmy naprawdę dobrzy, często wydaje nam się zwyczajne. Jeśli ktoś od zawsze łatwo nawiązuje relacje, może zakładać, że przecież każdy tak potrafi. Jeśli świetnie organizuje chaos, nie nazywa tego kompetencją, tylko mówi: „Po prostu to robię”. Bardzo często własnej SuperMocy nie zauważamy właśnie dlatego, że jest dla nas naturalna.

Jak doradcy zawodowi mogą pomóc klientom odkrywać ich supermoce?

Myślę, że przede wszystkim powinni pomóc człowiekowi spojrzeć na siebie szerzej niż przez pryzmat CV, wykształcenia czy dotychczasowego stanowiska. Bardzo często pytamy: „Co potrafisz robić?”, podczas gdy znacznie ciekawsze pytanie brzmi: „Co dzieje się z tobą i z innymi ludźmi, kiedy jesteś w swojej najlepszej formie?”. Dobry doradca zawodowy może być w tym procesie trochę jak lustro. Nie mówi klientowi, jaka jest jego SuperMoc, ale pomaga mu zobaczyć pewne powtarzające się wzorce, których on sam już nie dostrzega. Jeżeli ktoś opowiada, że w każdej firmie prędzej czy później ludzie zaczynają przychodzić do niego ze swoimi problemami, być może jego mocą jest budowanie zaufania. Jeżeli w sytuacjach kryzysowych naturalnie zaczyna porządkować chaos i organizować innych, może mieć wysoko rozwiniętą sprawczość, odporność czy zdolności przywódcze. Ktoś inny może zauważać możliwości tam, gdzie inni widzą wyłącznie problemy. To także jest kompetencja. Dlatego w pracy doradczej bardzo ważna jest nie tylko analiza tego, co człowiek robił, ale również tego, jak działał. Warto wracać do konkretnych sytuacji z jego życia i pytać: co wtedy zrobiłeś? Co przyszło ci naturalnie? Za co inni cię cenili? W jakich sytuacjach czułeś energię, a które cię wyczerpywały? Z jakimi sprawami ludzie najczęściej zwracają się właśnie do ciebie? Nie zaczynałabym od: „Kim powinieneś zostać?”. Zaczęłabym od: „Kim jesteś, kiedy działasz najlepiej?”. A następnie: „W jakim środowisku, roli i rodzaju pracy będziesz mógł korzystać z tych cech możliwie często?”.

Jak zacząć pisać scenariusz własnego życia, zamiast poddawać się losowi, otoczeniu oraz cudzym oczekiwaniom?

Myślę, że najpierw trzeba sobie uświadomić coś niewygodnego: jeżeli sami nie napiszemy scenariusza swojego życia, bardzo szybko napisze go za nas ktoś inny. Rodzice podpowiedzą, jakie studia są „rozsądne”. Otoczenie określi, czym jest sukces. Firma pokaże nam kolejne szczeble kariery. Media społecznościowe podsuną obraz tego, jak powinniśmy wyglądać, mieszkać, pracować i odpoczywać.
I można przez wiele lat bardzo skutecznie realizować ten scenariusz, a pewnego dnia odkryć, że osiągnęliśmy coś, czego właściwie nigdy sami nie wybraliśmy. Dlatego dla mnie pierwszym krokiem jest zatrzymanie się i zadanie sobie kilku bardzo prostych, ale niewygodnych pytań: Gdyby nikt mnie nie oceniał, jak chciałbym żyć? Co w moim obecnym życiu naprawdę wybrałem ja, a co robię dlatego, że „tak trzeba”? Co daje mi energię? Co od dawna mnie uwiera, ale boję się to zmienić? I wreszcie: jeśli przez kolejne pięć lat niczego nie zmienię, czy będę zadowolony z miejsca, do którego dojdę? Czasami nie potrzebujemy kolejnego celu. Potrzebujemy odwagi, żeby zakwestionować kierunek. Pisanie własnego scenariusza nie oznacza jednak, że możemy kontrolować życie. Nie możemy. Będą choroby, kryzysy, przypadki, porażki, spotkania i wydarzenia, których nie zaplanowaliśmy. Sprawczość nie polega na kontrolowaniu wszystkiego, co nam się przydarza. Polega na świadomym decydowaniu, co z tym zrobimy. I nie trzeba od razu wywracać życia do góry nogami. Wielkie zmiany często zaczynają się od bardzo małych decyzji. Od pierwszego „nie”. Od zapisania się na kurs. Od wysłania CV. Od zakończenia relacji, która od dawna nam nie służy. Od rozpoczęcia czegoś, o czym myślimy od kilku lat. Od przyznania przed samym sobą: „Nie chcę już tak żyć”. Wiem to również z własnego doświadczenia. Moja droga zawodowa nie była linią prostą. Zmieniałam branże, otwierałam firmy, zamykałam je, zaczynałam od nowa, uczyłam się i popełniałam błędy. Z dzisiejszej perspektywy widzę, że wiele z tych zmian nie było dowodem zagubienia. Było sposobem dochodzenia do siebie. Scenariusza własnego życia nie pisze się raz. Pisze się go codziennie, decyzjami, granicami, ludźmi, których wpuszczamy do swojego świata, rzeczami, którym poświęcamy czas, i tym, na co dłużej nie chcemy się zgadzać. I chyba na tym polega jedna z najważniejszych SuperMocy dorosłego człowieka. Na świadomości, że nie zawsze wybieramy to, co nam się przydarza, ale znacznie częściej, niż nam się wydaje, możemy wybrać następny krok.

Zmiana – jak się najlepiej do niej przygotować, aby nie utknąć tylko na przygotowaniu?

Myślę, że największą pułapką zmiany jest przekonanie, że najpierw musimy być na nią całkowicie gotowi. Muszę mieć więcej wiedzy. Lepszy plan. Więcej pieniędzy. Większą pewność siebie. Muszę jeszcze to przemyśleć, porozmawiać z kilkoma osobami, przeczytać kolejną książkę. I przygotowanie, które miało nas przybliżyć do działania, zaczyna być bardzo elegancką formą unikania działania. Bo prawda jest taka, że do wielu ważnych zmian w życiu nigdy nie będziemy gotowi w stu procentach. Nie da się wcześniej poczuć wszystkich emocji, przewidzieć wszystkich konsekwencji ani zabezpieczyć przed każdym błędem. W pewnym momencie trzeba zaakceptować, że część odpowiedzi pojawi się dopiero w drodze. Dlatego warto rozróżnić przygotowanie od odkładania. Bardzo lubię w tym kontekście myślenie eksperymentem. Nie muszę od razu rzucać pracy, żeby sprawdzić nową ścieżkę zawodową. Mogę zrobić projekt po godzinach, porozmawiać z ludźmi z danej branży, zdobyć pierwszego klienta. Nie muszę od razu wiedzieć, czy chcę prowadzić firmę przez następne dwadzieścia lat. Mogę sprawdzić, czy potrafię zdobyć pierwsze zamówienie. Druga rzecz to termin. Jeżeli przygotowanie nie ma końca, bardzo łatwo może trwać latami. Dlatego po etapie analizy warto powiedzieć sobie: „Do tego dnia zbieram informacje. Potem podejmuję decyzję i robię pierwszy krok”. I jeszcze jedna rzecz. Trzeba nauczyć się działać razem z lękiem. Często czekamy, aż przestaniemy się bać. Tymczasem odwaga nie polega na braku lęku. Polega na tym, że lęk przestaje mieć prawo weta. Zmiana zawsze wiąże się z utratą czegoś znanego. Nawet jeśli zmieniamy życie na lepsze, opuszczamy środowisko, rolę czy wersję siebie, którą znamy. Dlatego niepewność nie musi oznaczać, że podejmujemy złą decyzję. Czasami oznacza po prostu, że robimy coś nowego.

Co sprawia, że działamy mimo wewnętrznych oporów? Czy to odpowiednia motywacja?

Nie przeceniałabym motywacji. Jest potrzebna, ale ma jedną zasadniczą wadę — jest zmienna. Jednego dnia mamy jej bardzo dużo, następnego prawie wcale. Gdybyśmy działali wyłącznie wtedy, kiedy czujemy motywację, wiele ważnych rzeczy w naszym życiu nigdy by się nie wydarzyło. Znacznie ciekawsze jest więc pytanie: dlaczego niektórzy ludzie potrafią działać również wtedy, kiedy im się nie chce, boją się albo nie mają pewności, że im się uda? Pierwszym jest sens. Człowiek jest w stanie znieść bardzo dużo dyskomfortu, jeśli rozumie, po co go znosi. Inaczej wstajemy rano na trening, bo „powinniśmy ćwiczyć”, a inaczej, kiedy przygotowujemy się do pierwszego maratonu. Inaczej uczymy się języka, bo „warto znać angielski”, a inaczej, kiedy wiemy, że za pół roku mamy poprowadzić ważną prezentację za granicą. Cel nadaje działaniu kierunek, ale to sens daje mu paliwo. Drugim elementem jest sprawczość. Jeśli człowiek wielokrotnie doświadcza, że potrafi zrobić coś mimo trudności, zaczyna budować przekonanie: „poradzę sobie”. Dlatego tak ważne są małe zwycięstwa. Pewność siebie bardzo często nie pojawia się przed działaniem. Jest jego konsekwencją. Trzecim elementem są nawyki i środowisko. Im więcej decyzji musimy codziennie podejmować, tym łatwiej zaczynamy negocjować sami ze sobą. Dlatego ludzie konsekwentni niekoniecznie mają silniejszą wolę. Często po prostu lepiej projektują swoje otoczenie i rutyny. Nie pytają codziennie: „Czy mam ochotę to zrobić?”. Pewne rzeczy po prostu mają swoje miejsce w ich dniu. Jest jednak jeszcze coś ważniejszego: umiejętność tolerowania dyskomfortu. Bardzo często nie rezygnujemy dlatego, że czegoś nie potrafimy. Rezygnujemy, ponieważ nie chcemy czuć tego, co pojawia się przed działaniem. Lęku, niepewności, wstydu, możliwości odrzucenia czy porażki. Dlatego zamiast czekać na motywację, warto nauczyć się działać również bez niej. Zrobić telefon mimo obawy przed odmową. Pójść na trening mimo braku ochoty. Zabrać głos, mimo że serce bije szybciej. Rozpocząć projekt, zanim poczujemy się całkowicie gotowi.



Aga Kruk która udzieliła odpowiedzi na powyższe pytania

Aga Kruk – Psycholożka i psychotraumatolożka, autorka książki „Jaka jest twoja supermoc?”. Łączy 25-letnie doświadczenie w biznesie i pracy z ludźmi z wiedzą psychologiczną, wspierając kobiety w odbudowywaniu pewności siebie, podejmowaniu odważnych decyzji i życiu w zgodzie ze sobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *