Rozwój zawodowy coraz rzadziej przypomina prostą drogę wyznaczoną przez kolejne stanowiska czy awanse. Dynamicznie zmieniający się rynek pracy wymaga dziś nie tylko zdobywania nowych kompetencji, ale przede wszystkim świadomego planowania kariery, umiejętności podejmowania strategicznych decyzji oraz dostrzegania własnej wartości. Coraz częściej mówi się o tym, że karierą warto zarządzać tak samo, jak zarządza się ważnym projektem – z jasno określonym celem, analizą ryzyka i długofalowym planem działania.
O tym, dlaczego spontaniczne decyzje zawodowe rzadko prowadzą do satysfakcjonujących zmian, jak strategicznie planować kolejne etapy kariery oraz jaką rolę we współczesnym świecie powinien pełnić doradca zawodowy, rozmawiamy z Pauliną Kuc.
Czy rozwój kariery powinno traktować się jak zarządzanie projektem?
Jasne, że tak, chociaż umówmy się – większość z nas robi dokładnie na odwrót. Jesteśmy wręcz mistrzami w dowożeniu celów dla kogoś, dla obcych firm, a swoją własną ścieżkę? No, zostawiamy ją kompletnie przypadkowi. Jak prowadzisz projekt dla klienta, to pilnujesz każdego grosza w budżecie, mierzysz to całe ROI, rozmawiasz z interesariuszami, kombinujesz jak ominąć ryzyka… A potem, jak przychodzi do własnego życia zawodowego, to nagle totalna partyzantka i liczenie na to, że „jakoś to będzie” i ktoś nas w końcu zauważy.
Kariera to jest po prostu najważniejszy projekt, jaki masz do ogarnięcia w życiu. Twoje nazwisko to marka, a Twoje skille to produkt. Jeśli traktujesz to poważnie, to musisz mieć jakiś cel, chociażby ten przysłowiowy kamień milowy, i wiedzieć, gdzie masz to swoje „wąskie gardło”, przez które nie możesz przeskoczyć wyżej. Jak utkniesz w roli takiego zwykłego „człowieka od wszystkiego i od narzędzi”, to rynek bardzo szybko Cię zweryfikuje i znajdzie kogoś tańszego. Dopiero jak zaczniesz zarządzać sobą jak dochodową firmą, to przestajesz się w ogóle przejmować kaprysami szefa.
Jak planować zmianę zawodową strategicznie, a nie emocjonalnie?
Większość takich nagłych zmian bierze się z czystej frustracji. Człowiek ma gorszy dzień, wkurzy się na szefa, projekt znowu płonie i myśli: „Dobra, mam dość, rzucam to i szukam czegokolwiek innego” albo „Zrobię jeszcze jeden certyfikat, to może w końcu dadzą mi podwyżkę”. Tylko, że to jest zwykłe gaszenie pożarów, a nie żadna strategia.
Żeby zrobić to z głową, trzeba na chłodno usiąść do liczb i faktów.
- Po pierwsze – zrób taki szczery audyt: gdzie na tym rynku jesteś po prostu niedoszacowany finansowo? Co takiego realnie dajesz firmie? Bo, umówmy się, zarząd nie płaci za to, że siedzisz po godzinach i ciężko pracujesz. Płaci za swój święty spokój i za to, że jak wszystko się sypie, to Ty wchodzisz i to naprawiasz.
- Po drugie – przestań w kółko mówić o zadaniach. Nikogo w nowej firmie nie obchodzi, ile ticketów przeklikałeś w Jirze czy Azure. Zacznij mówić językiem korzyści biznesowych, pokazuj cyfry i efekty. Rynek płaci za to, ile problemów potrafisz rozwiązać, a nie za sam czas spędzony przed monitorem.
- Po trzecie – zdefiniuj punkt docelowy (To-Be): Nie pytaj siebie, „jaką ofertę pracy wysłać”, tylko „jaką pozycję chcę zbudować za 3–5 lat”. Czy moim celem jest wejście do C-level, stabilny kontrakt B2B, czy niezależne doradztwo? Wykonaj to ćwiczenie bez AI.
Jakie błędy popełniają osoby podejmujące spontaniczne decyzje zawodowe?
Chyba największym grzechem, jaki widzę, to jest płacenie takiego „podatku od lojalności”. Ludzie siedzą w jednym miejscu po 5-7 lat, robią najcięższą robotę, ciągną krytyczne projekty, a w zamian dostają jakieś groszowe podwyżki inflacyjne, powiedzmy 5%. I nagle widzą, że przychodzi nowa osoba, z połową ich wiedzy, i na dzień dobry negocjuje stawkę o dyszkę wyższą. No i wtedy pojawia się ta złość, impuls. Taki człowiek rzuca papierami i bierze pierwszą lepszą ofertę z brzegu, byle tylko stamtąd uciec. A potem się okazuje, że trafił z deszczu pod rynnę, bo w nowym miejscu są dokładnie te same problemy, tylko w innym opakowaniu.
Inna rzecz to uciekanie w „certyfikatozę”. Masz wrażenie, że stoisz w miejscu, więc kupujesz kolejny kurs na Udemy czy LinkedIn Learning, myślisz, że ta nowa linijka w CV nagle otworzy Ci drzwi do wielkich pieniędzy. No nie otworzy. Kolejny błąd to wysyłanie masowo setek takich samych CV przez opcję „aplikuj szybko” i dziwienie się, że nikt nie dzwoni. A nie dzwoni, bo to CV wygląda jak lista zakupów, a nie profil managera, który dowozi wyniki.
Czy doradca zawodowy powinien dziś myśleć bardziej jak coach, strateg czy analityk rynku?
Jak dla mnie, taki tradycyjny doradca, który tylko klepie po ramieniu i mówi „wszystko będzie dobrze”, odszedł już dawno do lamusa. Dzisiaj, żeby realnie pomóc komuś przebić ten szklany sufit finansowy, trzeba myśleć przede wszystkim jak strateg i bezwzględny analityk rynku.
Sam coaching, wiecie, opieranie się tylko na pytaniach w stylu „a jak się z tym czujesz?” to za mało. No bo co z tego, że poszukamy odpowiedzi wewnątrz klienta, skoro on może w ogóle nie znać realiów rynku, nie wiedzieć jak wyglądają kruczki w kontraktach B2B albo jak w ogóle rozmawiać z ludźmi z poziomu C-level?
Dobry doradca musi działać bardziej jak konsultant biznesowy. Wchodzi, patrzy na Twoją sytuację i od razu widzi: „Dobra, tu jesteś niedoszacowany, tu kompletnie nie widać Twojej wartości w firmie, a ten certyfikat to sobie odpuść, bo szkoda na niego czasu i kasy”. Pokazuje twardą matematykę kariery: jak przeskoczysz z 18 tysięcy na 25, to masz w kieszeni 84 tysiące rocznie więcej. Taki doradca ma za zadanie dać Ci przysłowiowy kręgosłup do negocjacji, a nie tylko dobre samopoczucie.

Paulina Kuc – Praktyk zarządzania projektami, niezależna doradczyni biznesowa oraz certyfikowana ekspertka (PMP®, PMI-ACP®). Swoją ścieżkę zawodową zaczynała w 2005 roku od pracy na infolinii za 7,50 zł za godzinę. Przeszła przez każdy szczebel korporacyjnej drabiny, aż do roli kontraktorki zarządzającej budżetami rzędu 5 milionów złotych.
Ukończyła SGH oraz coaching z elementami psychologii na Uniwersytecie SWPS, jednak – jak sama mówi – jej największą wartością są „blizny” z realnych, kryzysowych projektów, z których inni w popłochu uciekali. Twórczyni programu mentoringowego „Transformacja Kariery Project Managera” i budowniczka największej w Polsce społeczności dla PM-ów, która zrzesza już ponad 52 000 osób. Uczy project managerów strategicznego myślenia o własnym nazwisku oraz „mentalności właścicielskiej”, która pozwala im przestać być cichymi wykonawcami, a stać się pożądanymi partnerami dla biznesu.









